Kto powiedział, ze telewizja śniadaniowa ogłupia? Zaprosili dzisiaj babeczkę, która opowiadała, jak uczyć się z dzieckiem i między innymi pokazała świetny sposób na mnożenie dwucyfrowych liczb. czym prędzej to wygooglowałam, żeby nie zapomnieć i przetestować to z Kamilem. Nie mogę się doczekać, żeby młodego pomęczyć :) Tutaj pokazują, że trzycyfrowe też można, ale bajer :)
http://www.youtube.com/watch?v=hdcEQ4rqpHw
Próbować :) Proste jak budowa cepa, Kubę też pomęczę :) Sprawdziłam, to działa też na jednocyfrowych ale dużo liczenia. Nic to, Kamil ma problem z zapamiętaniem tabliczki mnożenia, niech sobie liczy tak . Mam nadzieję, że to zrozumie. Odejmowania też go inaczej uczyłam i pojmował, a nauczycielom to nie przeszkadzało, że coś tam sobie dopisywał itd.
15-7= (15+3) - (7+3)=18-10=8
Takie dopełnianie do dziesięciu drugiej cyfry ale dziecko musi pamiętać, ze jak do tej drugiej coś dodaje, to i do pierwszej musi dodać taką samą ilość. Dziecko musi umieć dodawać. Do Kamila to przemówiło, bo samo 15-7 sprawiało mu duży problem. No i musiał zapamiętać, że jak jest np 15-2, to już ma nie kombinować. Zapamiętał :)
poniedziałek, 16 września 2013
niedziela, 15 września 2013
Człowiek się nudzi...
A jak się nudzi, to wymyśla. Padło mi chyba na głowę. Zaczęłam dzieciom gotować, nie na odwal się, a wręcz pracochłonne i niekiedy wymyślne posiłki. Ja, nienawidząca garów robię łobuzom zapiekanki makaronowe, ziemniaczane, a dzisiaj to już chyba do końca mnie wygło. Zrobiłam dzieciom pierwszy raz w życiu gołąbki. Zaczynam się siebie bać, bo do tego zrobiłam sos i to nie z torebki, a ze świeżych pomidorów. Dzieci mają radochę, chyba im tego brakowało. Nawet nie marudzili, że gołąbki robiłam trzy godziny.
-Pachnie jak u babci -rzekł młodszy zaglądając do piekarnika.
-U jakiej babci?- spytałam.
-No, u naszej prababci, ciekawe czy będą tak samo pyszne, jak babci.
No i usłyszałam, że są takie same i że mam przestać kłamać, że nie umiem gotować. Chyba mam przechlapane. Jeszcze trochę i każą mi piec ciasta :D
-Pachnie jak u babci -rzekł młodszy zaglądając do piekarnika.
-U jakiej babci?- spytałam.
-No, u naszej prababci, ciekawe czy będą tak samo pyszne, jak babci.
No i usłyszałam, że są takie same i że mam przestać kłamać, że nie umiem gotować. Chyba mam przechlapane. Jeszcze trochę i każą mi piec ciasta :D
piątek, 13 września 2013
Właśnie dzwoniło moje młodsze dziecię. Ma coś po mamusi i to niekoniecznie to, co bym akurat chciała. Narobi sobie kłopotów, słowo daję. Powiedział, że pani od polskiego znowu go dzisiaj pytała cały czas, a on się wkurzył i nie odpowiadał na jej pytania. Matko, ja też wierzgałam ale dopiero w średniej szkole. Czuję, że owszem, będę musiała porozmawiać z panią ale to chyba ja będę się tłumaczyć. Znając moje młodsze dziecię, to da sobie radę beze mnie, pani się od niego odchromoli ale młody jej podpadnie na całej linii. Buahahahah, byle do gimnazjum dotrwać :D Ma gówniarczyk charakterek, oj ma :D Nie no, rozwalił mnie. Przestałam kompletnie się o niego martwic. Kochane dzieciątko :D Pójdę na wywiadówkę, będę się tłumaczyć z zachowania potworka, no trudno, ważne że ma silny charakter i się nie da :D Humor mi poprawił. :D Może powinnam zacząć się martwić ale jakoś nie mogę :D Czuję, że trafił swój na swojego . Hehehe, ciekawe co mnie czeka, jak młody zacznie dorastać. Starszy jakoś bardziej potrafi podporządkować się w szkole, taki dzieciuch jeszcze z niego, a młody widzę, że pokazuje różki. Jest chyba taki mało STAMPowy ;) Ja jeszcze potrafiłam przeszywać nauczycieli pogardliwym wzrokiem, ojojoj nasłuchała się moja mama :D Nic to, wszystko przed Kubą, nauczy się ;) Będę musiała przed wywiadówką zmazać ten durny uśmieszek z twarzy :D
P.S. Widzę, że mama mnie skutecznie przeklęła, chyba jej powiem, żeby odczyniła ten urok. ;)
P.S. Widzę, że mama mnie skutecznie przeklęła, chyba jej powiem, żeby odczyniła ten urok. ;)
wtorek, 10 września 2013
To jest szkoła dla średniaków
Mam dosyć. Kazałam Kamilowi poprosić panią od matematyki, żeby wytłumaczyła mu potęgi. Dziecko ufnie poszło. I co? I dostało po dupie. Pani na niego nakrzyczała ,że to było w piątej klasie i on ma to umieć, i co to w ogóle znaczy, że on tego nie rozumie. Jutro się przejdę do tej pani. Trzeba zjeżdżać z tej Polski, dla dzieci. Mam w czterech literach ojczyznę, tak jak ojczyzna ma gdzieś moje dziecko. Ani w poradni mu nie pomogą, ani w szkole. Korepetycje ja mu daję ale nie jestem pedagogiem i nie przeskoczę pewnych rzeczy. Na studia pedagogiczne mam iść żeby pomóc swojemu dziecku? Mam chęć wrzeszczeć i kląć.na czym świat stoi. Wrrrr
poniedziałek, 9 września 2013
Zaczęła się szkoła
Zeszły tydzień minął spokojnie. O ja optymistka. Młody zaniósł wychowawczyni opinię z PP. Pani owa była bardzo zdziwiona, że dziecię me ma dysleksję. Masakra jakaś. Ale ona cały czas starała się udowodnić, że młody się po prostu nie uczy. No i ona teraz uczy młodszego. I co? Już był pytany z czytania, jako jeden z trzech osób. Tamte dostały 2 i 2+. Kubek się wybronił, dostał 4+. I co z tego? Dzisiaj przyszedł i powiedział, ze pani od polskiego go wymęczyła. Cały czas pyta tylko jego. Powiedziałam dziecku, że może tylko jego imię zna, bo co mam powiedzieć ale czuję, że ona sprawdza, czy moje dzieci nie są po prostu zaniedbane pod względem nauki. Być może mam schizy ale nie podoba mi się to . Nie życzę sobie, żeby na moje młodsze dziecko patrzyli przez pryzmat starszego. Osiemnastego jest wywiadówka, chyba pójdę do starszego i spróbuję panią wybadać, o co jej kaman.
Załamkę też dzisiaj zaliczyłam. Odrabiałam lekcje ze starszym i nie byłam w stanie wytłumaczyć mu potęg. Pochlastam się chyba. Już tak prosto mu tłumaczyłam. Siedziałam i prawie płakałam. Młody też wymiękł, a tak bardzo chce się dobrze uczyć. Wyć mi się chce. Jutro pójdę do poradni dowiedzieć się o tę terapię, a później chyba do pani od matematyki, niech mu spróbuje to wytłumaczyć. Ja nie jestem pedagogiem i widocznie nie potrafię. A jeszcze jutro kartkówka z matematyki, ręce opadają eh...
Załamkę też dzisiaj zaliczyłam. Odrabiałam lekcje ze starszym i nie byłam w stanie wytłumaczyć mu potęg. Pochlastam się chyba. Już tak prosto mu tłumaczyłam. Siedziałam i prawie płakałam. Młody też wymiękł, a tak bardzo chce się dobrze uczyć. Wyć mi się chce. Jutro pójdę do poradni dowiedzieć się o tę terapię, a później chyba do pani od matematyki, niech mu spróbuje to wytłumaczyć. Ja nie jestem pedagogiem i widocznie nie potrafię. A jeszcze jutro kartkówka z matematyki, ręce opadają eh...
piątek, 23 sierpnia 2013
Mój mąż ma katar... Już nie wiem, czy mam się z niego śmiać, czy płakać nad nim. A na dodatek chyba mu się naraziłam, bo mu wyrąbałam, że zachowuje się jak dziecko i żeby nie przesadzał. Ale kurcze... Buahahaha... No nie mogę... Jak on chodzi, jak siąpie nosem, jak wzdycha, stęka... Teatr :D Jestem nieczułą zołzą. Rozśmiesza mnie mój "chory" mąż. Chociaż jakby mnie nie śmieszył, to musiałabym go uśpić, żeby się nie męczył. A na dodatek chyba nici z seksu wieczorem, bo pan mąż ma katar. Hahahahaha. Już nie będę się rozwodzić nad tym, ze jak ja jestem chora... No ale mężczyźni chorują bardziej. Od małego. Nawet przy ząbkowaniu histeryzują. Macho hahahahaha :D Jedno jest fajne. Oddaje mi swoje jedzenie, bo on "nie czuje smaku". Głowa go boli, to nie podejrzewam go o perfidię i celowe przekazanie mi swoich zarazków. Chociaż ja przeżyję, ważne żeby mi dzieci nie zaraził, bo to też faceci :D
środa, 21 sierpnia 2013
Wrrr. Zbliża się rozpoczęcie roku szkolnego i zaczynają się nerwy i stresy. W poradni "zaproponowano" mi dla Kamila terapię matematyczną. Już w czerwcu w sekretariacie panie coś przebąkiwały, że nie wiadomo, co będzie z tą terapią, bo moje dziecię "starawe". Potraktowałam to jako żart i przyjęłam do wiadomości, że końcem sierpnia mam się dowiadywać. Dzwoniłam dzisiaj. I co ? Ano to, że mam się dowiedzieć w drugim tygodniu września ale chyba i tak nie będzie terapii matematycznej. No i fajnie. Na szkołę nie mam co liczyć i dalej muszę sama sobie radzić. Wsparcie mam jak nie wiem co. Czuję już nie tylko złość, jestem wściekła i bezradna. Nie mam wykształcenia pedagogicznego, staram się jak mogę ale mam dosyć. Robię doświadczenia na swoim prywatnym dziecku, bo nikt nie chce mnie pokierować na właściwy tor.
Subskrybuj:
Posty (Atom)